Rozmowa z Julitą Olszewską

Julita Olszewska - bystra, inteligentna, piękna, scenarzystka takich filmów jak “W spirali”, “Alicja i Żabka”czy projektów Privisa i Mami Fatale. Współtworzy Fundację Gerlsy, przestrzeń gdzie kobiety mają głos. Mama dwójki dzieci, modelka.

Jesteś kobietą wielozadaniową, opowiedz o sobie w paru zdaniach.

Jakbym miała określać się metkami, szufladkami ogólnie przyjętymi przez społeczeństwie to jestem scenarzystką, modelką, matką, początkującym joginem, tak zwanym misiem jogi. Osobą towarzyską, niegdyś królową Warszawki ale abdykowałam (śmiech). Kaszubką.

Zacznę od branży mody. Czy ona Twoim zdaniem ewoluuje, jest lepiej czy gorzej? Jak z Twojej perspektywy wygląda dziś presja na idealną sylwetkę?

Na pewno dużo się zmieniło od czasu, kiedy zaczynałam. Trudno mi powiedzieć w którym momencie najbardziej mnie ta branża przemaglowała bo ja w Niej wzrastałam. To był 2002 rok czyli druga klasa liceum. Moja pierwsza okładka i wygrany konkurs: zostań twarzą kogoś tam. NIgdy nie byłam taka super chuda a wtedy panowała obsesja na karierę w Mediolanie i w Paryżu, gdzie ideałem były choro-chude dziewczyny.  Wszyscy naciskali żebym była chudsza, nabawiłam się przez to bulimii, o czym bardzo długo nikt nie wiedział. Dopiero ostatnio potrafię o tym komuś powiedzieć. Po zmianie agencji na bardziej komercyjną, z dużej modowej Woman, na mniejszą, wzrosła presja żebym powiększyła biust bo wtedy mogłabym robić katalogi, bieliznę, za większy hajs. Będąc nastolatką trzeba mieć mocny kręgosłup, żeby to unieść i się nie operować, nie ostrzykiwać nie wsadzać implantów. Ja nie dźwignęłam tego do końca, ta bulimia była obarczona poczuciem winy, że chciałam pracować ale nie potrafiłam być chudsza więc po pizzy butelka wody, żeby się łatwiej rzygało. Teraz jak wracam do modelingu to czuje, że mi więcej wolno. Laski, które mają być przykładem dla matek nie muszą być już aż tak chude. Moje pierwsze polaroidy po powrocie do branży były bardzo krępujące. Młodsze ode mnie dziewczyny pracują jako bookerki, było mi tak trochę przykro rozbierając się. Jednak poczułam robiąc kolejne kampanię, że to, że moje ciało jest fit to jest wystarczające. Trzeba jednak być szczerym, że łatwiej się fotografuje osoby, które są mniejsze w objętości.

Chciałabym tutaj wystąpić jako adwokat diabła, że tak, łatwiej fotografuje się osoby o pewnych proporcjach i stopniu szczupłości, po prostu lepiej się na nich układają ubrania. Czujesz, że “fit is the new slim”?

Tak, totalnie. Czuje, że muszę być w formie ale też bardzo chcę. Ja się joguje sześć razy w tygodniu. To jest sporo ale dzięki temu ciało pięknieje. Jest powyciągane tam gdzie trzeba, spompowane tam gdzie trzeba, opona pomału schodzi. Miałam przerwę w ruszaniu się po złamanych żebrach i to już po trzydziestce nie jest tak, że można sobie odpuścić i nic się nie dzieje. Po prostu, któregoś dnia obudziłam się z oponą na brzuchu.

To dla mnie też jest zaskakujące ale moje doświadczenia są takie, że jeszcze wczoraj tego nie było a dziś już jest. Mam wrażenie, że tycie wydarza się w nocy. (śmiech)

Myślę o tym makijażu, ubieraniu się, myślę, że chcemy żyć tym, co sobie marzymy i wyobrażamy. Jestem zajebistą ogarniaczką we wszystkim i jeszcze dobrze będę wyglądać i dobrze się prezentować. Instagram jest dla mnie momentami zatrważającym miejscem, mam wrażenie że ludzie stają się kopią kopii. Jak patrzę na popularne konta to dziewczyny wyglądają tak samo. Podobna wielkość ust, długość rzęs, wysterowane policzki i zrobiony włos ale jak ktoś się pokaże taki jaki jest to wszyscy się zachwycają i mówią, że jest odważny.

Mam wrażenie, że kultura selfie spowodowała, że ludzie pod selfie zaczynają się modyfikować a czasem to co wygląda dobrze w obiektywie telefonu, już nie za dobrze wygląda w życiu. Masz córkę, która jest kwintesencją dziewczyńskości. Masz jakiś pomysł na to by ją uchronić od tego co się dzieje?

Nie mam gotowego planu ale rozmawiamy o wyglądzie i urodzie. Ona ma hopla na tym punkcie. Jak się wystroi i pyta: mamo, myślisz, że zauważą, że jestem piękna. Odpowiadam: tak zauważą ale dla mnie jesteś piękna codziennie, jak wstajesz z łóżka, jak idziesz spać, taka jaka jesteś. Ona jest świadoma już, że jest różnica kiedy się upiękni, nie mogę jej nawijać makaronu na uszy, że nie ma.

Wydaje mi się, że potrzebne jest wyczucie nie ma w tym nic złego, że ktoś lubi o siebie dbać i ładnie wyglądać, nie można mu odpowiedzieć: wystarczy, że jesteś mądra bo ocieramy się o nieszczerość.

Jak wracam po zdjęciach w makijażu to mój syn Igi mówi: o fu idź się umyj, co oni Ci zrobili a Wiera patrzy jakby wróżka wylądowała i ma coś szalonego w oczach: jakie to piękne. Giną mi kosmetyki, zżera szminki, jeździ sobie nimi po całej buzi, więc nie wiem co to ma wspólnego z tym, żeby lepiej wyglądać ale chce się ozdabiać, nosić naszyjnik, ubierać się. Dzisiaj słyszę pod prysznicem krzyk a wiem, że Wojtek z nią jest i przybiega wrzeszcząc: “on nie rozumie, którą piękną sukienkę ja chce założyć”, chociaż jej estetyka jest na pewno odmienna od ogólnie obowiązującej, jest mocno punkowa. Kiedyś dostałyśmy od znajomej sukienkę Burberry, w charakterystyczną kratkę, kołnierzyk, wyglądała jak wykrochmalona. Wierka skwitowała: “mamo, tak nie wyglądają sukienki”. W domu kształtujemy poczucie estetyki ale ona chodzi w trzech sukienkach naraz i w koszulce Ramonsów. Nie mam pojęcia jak to będzie kiedy zacznie dorastać, mam nadzieję, że nie będzie się określać tylko przez to jak wygląda. Ostatnio czytałam wstęp do książki Antosi z Risk made in Warsaw, którą długo znam, opowiadała o tym, że kiedyś była grubaską i w jedne wakacje schudła 30kg i nikt jej nie wmówi, że nie ma różnicy w tym jak odbierają Cię ludzie. Ona doświadczyła i tego jak była kluską i tego jak była lachonem.

Powiedziałaś kiedyś na instagramie, że ta stuprocentowa dziewczyńskość Wierki spowodowała, że Ty zaczęłaś w sobie odkrywać kobiecość.

Tak, obrywam rykoszetem. Mimo mojego zawodu a może właśnie przez czułam, że ładna to głupia. Bałam się wykorzystywać sto procent swojej urody, że jak się odpierdole i pójdę w miasto to zaraz będę miała kłopoty. Jak mało skromnie to zabrzmi ale wielbiciele, koleżanki, które nie chcą z Tobą być na zdjęciu. Przez wiele lat miałam ten sam dowcip, że nikt nie chce stanąć koło mnie na zdjęciu. Niby “ha ha” ale  naprawdę było mi smutno. Jak masz urodę na wierzchu to znaczy, że poszukujesz. Czuje się taka wystawiona, czasem nie mogę się bawić swobodnie. W szkole filmowej wykładowcy nie dają sobie rady z tym, że masz urodę. Mają cię uczyć a gadają jakieś głupoty. Przez to wszystko długo miałam okres dresów, czapki i dużych okularów. A teraz jestem na tyle silna, że mogę powiedzieć każdemu, żeby dał mi spokój i że to, że dobrze wyglądam to nie znaczy, że jestem głupia czy poszukująca sponsora.

Czyli samoakceptacja nie jest tylko o dziewczynach, które odstają od ogólnie przyjętego kanonu piękna. Tak samo trudna jest w przypadku tych wyglądających “jak modelki”?

To jest mental. Wydaje mi się, że większość moich koleżanek modelek ma najwięcej do przerobienia na terapii. Żyje się pod presją wyglądu. Jest problem z dostępem do szczerych relacji, na pewnym etapie zastanawiasz się czy nie robi Ci się jakaś taka “świta”, tak zwani beneficjenci splendoru. Koleżanki, które mam w zawodzie nie czują się wcale ze sobą tak swobodnie. Nie wiem skąd jest ta jazda z cielesnością. Czy to jest nasze kulturowe, że nie mamy dostępu do radości z cielesności.

Przeczytałam gdzieś, że dla dziewczynki relacja z tym pierwszym mężczyzną w życiu jakim jest ojciec jest jednym z najważniejszych czynników kształtujących samoocenę. Jak to było w Twojej rodzinie?

Mój tata zawsze żartował, że nam pięknym ludziom trudno jest żyć i że urodę odziedziczyłam po nim. Dostałam od Niego dużo wiary w siebie i takie zaplecze, że mogłam się wymiksować z każdej sytuacji. Nawet jak naprawdę narozrabiałam to mogłam zadzwonić po tatę i tak parę razy się zdarzyło. Nauczył mnie, że są sytuacje, w których mogę każdemu powiedzieć, nie ważne czy to będzie ksiądz, nauczyciel, przełożony, “spierdalaj”, że mam do tego prawo. Myślę, że to jest bardzo dużo. Szczególnie w tej branży, w której często ktoś próbuje Cię wykorzystać a ja wiedziałam, że mogę po prostu odejść. To jest super, to warto dać każdej dziewczynce. No i nauczył mnie bardzo wcześnie jeździć samochodem. A mama, jest piękna. Nie za dużo się malowała czy stroiła ale w momentach gdy było bardzo źle w rodzinie miała taką siłę, że mówiła: “o  nie, nie pójdziemy tam zapłakane”. W takich najgorszych momentach włosy zrobione, maskara, super paznokcie i dopiero idziemy. Tak jakby tą zewnętrzną ochroną pokażemy, że to jeszcze nas nie złamało. Teraz czasami tak mam, że jak jestem przytłoczona obowiązkami to daje sobie więcej czasu w łazience i podmaluje oko. Nawet jeśli nadal będę w dresie i podłym nastroju to na twarzy będę świeża, dla siebie.

A jak dobrze wyglądać na zdjęciach?

Oddychać. To zawsze pomaga. To dobra rada dla tych co nie lubią zdjęć. Banalne ale chodzi o to, żeby nie wstrzymywać oddechu wyczekując czegoś strasznego. Jak wyczekujesz dźwięku tej okropnej migawki, to potem to widać. Przede wszystkim oddychać. Ja lubię myśleć o śmiesznych sytuacjach, na przykład jak mój partner tańczy nago (śmiech). Lubię sobie wizualizować śmieszne rzeczy bo wydaje mi się, że to daje taką iskrę w spojrzeniu, której wszyscy namiętnie poszukują. Ja wierzę w to, że aparat mnie kocha (śmiech) ale mam inne spojrzenie z moim partnerem. Czasem jak mi robi zdjęcie i pokazuje to dostaje szału. On ma inną wizję tego kiedy ja dobrze wyglądam, woli intymniejsze momenty.

Korzystasz ze swoich doświadczeń z jogi w zawodzie modelki, jesteś bardziej świadoma ciała?

 Ja teraz się dobrze czuje z ciałem, więc mam taką pewność siebie, nie muszę się chować. Mogę wystać różne rzeczy, absurdalne pozycje dobrze wyglądające na fotografiach.

 Masz jakieś triki urodowe, które na przykład powodują, że wyglądasz glow mimo, że miałaś ciężki poranek?

Suchy szampon ale to od Ciebie w Dębkach usłyszałam, nie wiedziałam, że istnieje, bardzo pozdrawiam Berszowisko. Lubię bardzo czerwoną szminkę, wklepuje ją palcem i rozmazuje. Tak, jakbym przed chwilą coś zjadła lub się całowała. Dostałam od przyjaciółki rozświetlacz w kremie, daje go pod łuki brwiowe, na kości policzkowe i w rowek nad ustami bo podobno wyglądają na większe. Bardzo lubię róż na kościach. Długo się bałam, że będę przerysowana ale daje to efekt świeżości.

Twoje poranne rytuały?

Rano wstaję, piję herbatę ziołową, meliskę, miętę albo rumianek. Jak czuje się podle to pozwalam sobie na łyżkę miodu a potem robię joge przez prawie godzinę. Bardzo lubię też hartować skórę zimną wodą z prysznica, to jest taka kawa. Potem już nie możesz spać.

Herbata, joga, zimny prysznic?

Końcówka prysznica.

Ok, to mnie uspokoiłaś. Brrrr…

rozmowa i zdjęcia: Kaśka Marcinkiewicz